Przed Wami krótka historia jednego z najdziwniejszych i najgorszych śmiertelnych wypadków w historii F1, z udziałem walijskiego kierowcy – Toma Pryce’a. Doszło do niego na 21 okrążeniu podczas Grand Prix RPA na torze Kyalami 5 marca 1977.
W czasie wyścigu kierowca Renzo Zorzi wycofał się z powodu wycieku paliwa z bolidu, co spowodowało wybuch małego i nieszkodliwego pożaru. Zatrzymał się on swoim bolidem tuż za niewidocznym grzbietem wzgórza, ale dwóch porządkowych bez zgody władz zdecydowało się przejść na drugą stronę, aby ugasić ogień.
W tym momencie pojawiły się pojazdy Toma Pryce’a i Hansa Joachima Stucka jadąc jeden obok drugiego. Bolid Stucka ominął obu porządkowych, jednakże Pryce nie mógł ominąć 19-letniego Jansena Van Vuurena. Wjechał w niego przy prędkości 270 km/h i rozerwał młodego porządkowego, zabijając go na miejscu.
Zderzenie miało minimalny wpływ na pojazd Pryce’a – tylko lekkie uszkodzenie przedniego skrzydła. Nieszczęśliwie, gaśnica trzymana przez Van Vuurena, która ważyła 18 kg, uderzyła kierującego Pryce’a w głowę – doprowadzając do natychmiastowej śmierci.
Pojazd Pryce’a następnie wyeliminował z wyścigu Jacques’a Laffite’a, w którego wjechał bolid Toma, gdy Laffite próbował pokonać zakręt za prostą. Podobno Jacques był tak tym faktem zdenerwowany, że od razu pobiegł do Pryce’a z pretensjami. Zastał jednak tylko jego martwe ciało. Był on pierwszym człowiekiem, który się dowiedział, że Tom nie żyje.
#f1 #ciekawostki #nsfw #zajebanezjebawki