Gdyby autodiagnozy studentów kierunków medycznych były zawsze trafne, to prawdopodobnie byliby to najbardziej schorowani ludzie na świecie.
Być może znacie ten moment, kiedy stajecie przed lustrem i odkrywacie na swoim ciele na nowo znamię, które zapewne towarzyszy wam od urodzenia. Najpierw patrzycie na ogólną symetrię, jednolity brzeg i równomierny kolor zmiany. Jeszcze profilaktyczne badanie pobliskich węzłów chłonnych, ich przesuwalności, struktury i bolesności, by zakończyć staranną selekcją danych objawów i dopasować je w głowie do konkretnej jednostki chorobowej.
Pierwsze wzmianki o syndromie studentów medycyny pojawiły się w latach 60. Zjawisko to może mieć powiązanie z apofenią, czyli tendencją do odnajdywania związków w zjawiskach przypadkowych i nic nieznaczących. Notuje się, że sama jednostka chorobowa nie jest o tyle szkodliwa, co stres, który jej towarzyszy. Obecnie literatura nie wskazuje jednoznacznej klasyfikacji tego syndromu do nozofobii, czyli chorobliwego lęku przed zachorowaniem czy jednak hipochondrii, której towarzyszą objawy somatyczne.
Dużym problemem dzisiejszych lekarzy staje się z kolei cyberchondria występująca u ich pacjentów, którzy w gabinecie lekarskim pojawiają się z gotową dla siebie diagnozą.
Pamiętajmy więc o profilaktyce, a w przypadku uzasadnionego niepokoju, co do naszego stanu zdrowia zgłośmy się do specjalisty, który przy diagnozie będzie bazował na swojej wiedzy i wieloletnim doświadczeniu zawodowym.
Więcej ciekawostek na: https://www.instagram.com/dwa__fartuchy/
#medycyna #lekarz #ciekawostki #zdrowie #infografika #gruparatowaniapoziomu #nauka #farmacja