#irlandia #zwiedzajzwykopem…

#irlandia #zwiedzajzwykopem #podrozujzwykopem #podroze #ciekawostki #europa #ciekawemiejsca

Spacerując po lesie Ravensdale, który leży w połowie drogi między Dundalkiem,a Carlingford można się natknąć na kamienny krąg, który prawdopodobnie był miejscem w którym druidzi odprawiali swe modły w przedchrześcijańskiej Irlandii.

Dlaczego przeciętny grubas z…

Dlaczego przeciętny grubas z USA jest równomiernie nalany na całym ciele, a grubas polski ma tylko wielki bebzon, a resztę prawie normalną?
#pytanie #usa #zdrowie #odchudzanie #grubasy #ciekawostki #pytaniedoeksperta

Julius Schäffer (1882 – 1944)…

Julius Schäffer (1882 – 1944) to niemiecki mykolog – znawca grzybów. Julius wsławił się tym, że jest jedynym znanym znawcą grzybów… który zmarł po zjedzeniu grzybów. A ponieważ nieznani mykolodzy którzy zmarli po zjedzeniu grzybów, nie są znani, więc nie mogą być uznani za znanych mykologów którzy zmarli po zjedzeniu grzybów – zatem pozycja Juliusa jest niezagrożona ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Mało was pewnie to pewnie interesuje, ale Julius studiował teologię protestancką, po czym uznał że na pastora się nie nadaje i został nauczycielem – uczył matematyki, chemii i oczywiście biologii. Był bardzo oddany swojej pracy z uczniami, a zwłaszcza lubił tzw. „dzień wędrówek”, podczas którego mógł omawiać przyrodę „na żywo”. W wolnych chwilach pisał publikacje o grzybach. Opracował test chemiczny do rozpoznawania grzybów nazwany od jego nazwiska reakcją Schaffera. Ceni się go także za opisanie grzybów z rodzaju Russula czyli Gołąbków. W 1939 roku przeszedł na emeryturę, ale pozostał aktywny i udzielał kursów dla nauczycieli podczas których dzielił się chętnie swoją wiedzą o grzybach podczas leśnych spacerów.

Feralnego dnia Julius wraz z żoną i swoimi studentami znaleźli w lesie duże stanowisko grzyba o nazwie Paxillus involutus czyli „Krowiak podwinięty”. W tamtych czasach był to uznawany za bardzo smaczny grzyb jadalny, czemu trudno się dziwić, bo większości ludzi po jego zjedzeniu nic nie było. Dziś wiemy że zawarta w Krowiaku substancja chemiczna w niektórych przypadkach powoduje śmiertelną reakcję układu odpornościowego człowieka, polegającą na tym, że organizm zaczyna wytwarzać przeciwciała przeciwko własnym krwinkom. Sklejone krwinki blokują przepływ krwi w ważnych dla życia narządach. Jeszcze do lat 70-80 w atlasach grzybów opisywano Krowiaka podwiniętego jako grzyb jadalny, a potem jako warunkowo jadalny… Widząc więc duży wysyp Krowiaków podwiniętych Julius i jego żona uznali że to będzie ich dzisiejszy obiad ( ͡° ͜ʖ ͡°) Około godziny po posiłku u Schaffera wystąpiły wymioty, biegunka i gorączka. Miejscowy lekarz mógłby go uratować… ale była jesień 1944 roku, II wojna światowa i cały środek do płukania żołądka został już zużyty. Telefon do pobliskiego szpitala w Weilheim nie odpowiadał… bo linia telefoniczna była zniszczona. Można by go było odwieźć autem, ale… nie było benzyny, cała poszła do prowadzenia wojny. Przez to do szpitala biedny Julius trafił dopiero po 2 dniach, jednak było już za późno, miał niewydolność nerek i ogólne zatrucie organizmu. Zmarł w męczarniach po 17 dniach. Jego żona przeszła zatrucie łagodniej. #gruparatowaniapoziomu #grzyby #nagrodadarwina #historia #ciekawostki

Angielski…

Angielski saablonez

czyli

Rover SD1

W historii motoryzacji przypadki kiedy dany samochód miał być „nową jakością”, „udanym autem” czy inną „deską ratunku koncernu X”, a ostateczny produkt był najwyżej mocno średni, nie są jednostkowe. Wbrew pozorom, kraje komunistyczne nie miały monopolu w tej kwestii, bowiem Wielka Brytania, a dokładniej koncern British Leyland dzielnie dotrzymywały kroku markom z krajów komunistycznych, a nawet niejednokrotnie je przebijały „jakością”, co niejednokrotnie wykorzystywały marki zza Żelaznej Kurtyny, oferujące podobny albo nieco lepszy jakościowy produkt od rodzimych producentów z Wysp.

Do takich wozów należy z pewnością Rover SD1. Pierwsze koncepty powstały na przełomie lat 60. i 70. kiedy miał stać się następcą Rovera P6 oraz Triumpha 2000/2500. SD1 był konstruowany w kiepskich dla brytyjskiej motoryzacji momencie – na skutek połączenia wielu różnych marek motoryzacyjnych w jeden koncern British Leyland nastąpiła sytuacja kiedy dane modele, wydawać by się mogło – bratnich firm – konkurowały ze sobą, przez co firma przynosiła straty. Swoją cegiełkę dołożyły związki zawodowe, które wówczas organizowały krajowe mistrzostwa w strajkach; niemały wpływ miało także zachowanie pracowników – niektórzy potrafili spać na taśmie produkcyjnej – wypisz wymaluj „powtórka z rozrywki” z fabryk Zastavy, FSO czy innej Dacii, ale w wydaniu kapitalistycznym. Pojazd według założeń miał pomóc odbić się brytyjskiemu przemysłowi motoryzacyjnemu od dna, w czym miała mu pomóc nowoczesna stylistyka pięciodrzwiowego i klinowatego liftbacka; planowana wersja kombi ostatecznie nie weszła do produkcji, zaś jedyny prototyp powędrował do muzeum.

SD 1, czyli „Specialist Division”, jak brzmiała nazwa kodowa tego auta, miał być nowoczesnym samochodem z segmentu sportowych limuzyn, napędzany nową czterocylindrową jednostką o pojemności 2.2 litra. Sylwetka autorstwa Davida Bache’a nawiązywała do ówczesnych aut pokroju Ferrari Daytony, Citroena CX czy nieco późniejszego Saaba 900 – „obecność” włoskiego wozu była zaakcentowana kierunkowskazami zachodzącymi na błotniki. Projekt pojazdu poprzedziły trzy prototypy – pierwszy o oznaczeniu P7 był „podrasowanym” modelem P6; drugi, P8, był zupełnie nowym modelem, mającym posiadać zawieszenie gazowe; zaś trzeci, ostatni o oznaczeniu P9, był autem sportowym. SD1 było swoistym miksem prototypów P7 i P9; samo P8 było porzucone, chociaż jego pozostałości były w endemicznym modelu Leylanda na rynku australijskim.

Produkcyjny SD1 spotkał los podobny do tego co żerańskiego Poloneza – z planowanego silnika nic nie wyszło, zaś sam pojazd był częściowym zlepkiem tańszych i starszych rozwiązań – przykładowo, zamiast osi De Dion z tyłu jak w P6, zastosowano sztywny tylny most. Pojazd pozbawiono także hamulców tarczowych z tyłu, zaś gamę silnikową oparto o silnik V8 o pojemności 3.5 litra i mocy 193 KM, wywodzący się z Buicków z lat 60-tych; całość sprzężono z pięciobiegową skrzynią manualną przekazującą napęd na tył. Pomimo cięć kosztów i przyspieszonych prac nad wdrażaniem samochodu do produkcji, SD1 był pojazdem z bogatym wyposażeniem i komfortowym wnętrzem.
Rover SD1 został zaprezentowany w 1976 roku. Pojazd początkowo oferowano pod nazwą Rover 3500, jednak wkrótce dołączyły kolejne numery, między innymi „2000” czy „2300”; numeracja oznaczała zamontowany w wozie silnik benzynowy, odpowiednio o pojemności 2.0 i 2.3 litra. Oprócz jednostek benzynowych autorstwa BMC, stosowano także silnik Diesla znanej firmy VM Motori, której jednostki były przez długi okres synonimem awaryjności. SD1 był także oferowany ze skórzanym wnętrzem pod oznaczeniem Vanden Plas.

Ówczesna prasa zachwalała SD1, posuwając się nawet do nadania mu tytułu Samochodu Roku 1977 , zaś brytyjski Automobilklub uhonorował go Kwadratowym Kołem – nagrodą dla najbardziej awaryjnego pojazdu. Nagroda nie była darowana ot tak – pośpiech przy produkcji sprawił, że SD1 było trapione przez wiele irytujących usterek elektryki i mechaniki. Niewiele lepiej było ze spasowaniem materiałów we wnętrzu czy karoserii – pomijając niedbale zamontowane elementy wnętrza, gumowe uszczelki „lubiły” przepuszczać wodę do bagażnika. Koncern dostrzegał problem z awaryjną konstrukcją flagowca BMC, co skutkowało liftingiem w 1982 roku, który przyniósł nieco zmian pokroju lekkiego odświeżenia elementów karoserii czy zegarów w desce rozdzielczej. Część egzemplarzy poliftowych o obniżonym zawieszeniu i „usportowionym” wyglądzie nosiło miano Vitesse.

Produkcję modelu SD1 zakończono w 1986 roku. Zbudowano ponad 303 tysiące sztuk auta. Niektóre SD1 były wyeksportowane do Stanów Zjednoczonych; pojazdy na rynek US miały masywniejsze zderzaki, okrągłe poczwórne reflektory przednie oraz opcjonalną trzybiegową skrzynię automatyczną. Część egzemplarzy, o nazwie Standard 2000, była złożona w Indiach w latach 1985-88. Pojazd pomimo – teoretycznie – udanej na papierze konstrukcji, przez swoją usterkowość, był wozem uważanym za łabędzi śpiew brytyjskiego przemysłu samochodowego – jego następca, Rover serii 800, był już zbudowany we współpracy z Hondą i bazował na Hondzie Legend. SD1 był używany przez brytyjską policję i w motorsporcie, odnosząc sukcesy w kraju i za granicą; gościnne wystąpienie SD1 miał także w teledysku do utworu Don’t You Want Me zespołu The Human League.

#autakrokieta #samochody #motoryzacja #gruparatowaniapoziomu #ciekawostki #rover #bmc #wielkabrytania

pokaż spoiler Źródła: Automobilownia https://automobilownia.pl/sekcja-gospodarcza-imperium-nad-ktorym-zaszlo-slonce-cz-i/ i https://automobilownia.pl/sekcja-gospodarcza-imperium-nad-ktorym-zaszlo-slonce-cz-ii/ Auto Świat Classic „Angielski buldog” , z numeru 5/2014; wokolmotoryzacji https://wokolmotoryzacji.pl/rover-sd1-ostatnie-tchnienie-brytyjskiej-mysli-technicznej/ oraz EN Wikipedia https://en.wikipedia.org/wiki/Rover_SD1

na zdjęciu Rover SD1 Vitesse

Tymczasem za wschodnią…

Tymczasem za wschodnią granicą… co tu dużo mówić – Karabin Mosin wz. 1891 – tak sobie na kogoś czekał!!

Chcesz być na bieżąco? #zwiadowcahistorii – tag z moimi najciekawszymi znaleziskami! Zapisz się też do mikrolisty zwiadowcahistorii lub zaplusuj ten komentarz, bym zawołał Cię do najlepszych znalezisk!

#militaria #wojna #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #historia #bron #poszukiwacze #wykrywaczmetalu #mosin

„La Caricature” był…

„La Caricature” był we Francji w okresie lipcowej monarchii* (1830-48) niewybrednym tygodnikiem satyrycznym publikującym ośmieszające rysunki (pisemka pokroju Harlie Hebdo mają tam długą tradycję). Ostrze satyry skierowane było głównie w stronę rządu, dworu królewskiego i co znaczniejszych możnych. Król Filip I był rysowany jako krępy i tłusty, z licznymi podbródkami i obwisłymi policzkami. Gdy Rysownik pisma Daumier stanął przed sądem za obrazę króla, zaczął dowodzić, że nie można go sądzić za samo podobieństwo rysunku do króla, po czym przy pomocy serii rysunków udowadniał, że król jest w istocie bardzo podobny do gruszki. „Wsadzicie do więzienia na dwa lata człowieka, który narysował gruszkę, bo jest podobna do króla?”
Przed sąd zaprowadziła go karykatura „Gargantua” nawiązująca do sprośnej powieści Rabelais’go, krytykująca duże wydatki dworu i sprowadzenie roli monarchy do podpisywania dokumentów. Główny bohater został przedstawiony jako olbrzym, niepokojąco podobny do króla, któremu po długim trapie podają taczki jedzenia, zaś z jego tyłu, spod tronowego krzesła, wysypują się dokumenty.

Komentowano tam też wydarzenia światowe. Sporo uwagi poświęcono na przykład powstaniom we Włoszech w 1830 roku, czy powstaniu listopadowemu w Kongresówce.
Od czasu Kongresu Wiedeńskiego w 1815 Polska wprawdzie nie uzyskała całkowitej niepodległości, lecz wyznaczono dla niej pewien poziom autonomii. Formalnie było to Królestwo Polskie z własną administracją, obejmujące fragment dawnej Korony, związane z carską Rosją unią personalną, na wzór wcześniejszej unii Polski i Litwy. Posiadaliśmy nawet konstytucję, dlatego ówcześni Polacy uznali tę decyzję za odzyskanie wolności. Stopniowo jednak władze rosyjskie coraz bardziej łamały te postanowienia. Rewolucje we Francji i Belgii, które doprowadziły do zmiany ustroju, a w przypadku Belgii przywrócenie niepodległości, stały się przykładem, który pokazał, że powstaniem można coś jeszcze wywalczyć.

Powrót żądań niepodległościowych Polaków był w tej sytuacji kłopotem. Zaczynało wyglądać na to, że ustalenia kongresu w Wiedniu nie zostały wypełnione. Rząd Francji, który dopiero co uzyskał władzę w wyniku rewolucji, był naciskany na niesienie pomocy zaprzyjaźnionej Polsce. Ponoć rozważaną opcją było wysłanie kontyngentu wojsk drogą przez Bałtyk Podjęto jednak decyzję o próbach pokojowego rozwiązania konfliktu. Francja wysyłała posłów do Sankt Petersburga aby Car dogadał się z powstańcami i przywrócił Kongresówce oryginalne swobody, nie zmieniając jednak stanu politycznego kraju. Gdy powstańcy i rząd Królestwa ogłosili, że detronizują cara z tronu polskiego, sytuacja była już nie do dogadania.

Gdy wreszcie we wrześniu 1831 wojska carskie zajęły oblężoną Warszawę, rząd Francji odetchnął z ulgą. Nie było już drugiej strony, żądającej zajęcia stanowiska. Minister spraw zagranicznych Horace Sebastiano skomentował sprawę podczas posiedzenia rządu krótko: „W Warszawie panuje porządek”. Politycy uznali wypowiedź za drażliwą, dlatego wykreślono ją ze stenogramu publikowanego zwykle w rządowym Monitorze, rozniosła się jednak wśród plotek zza kuluarów, dając Karykaturze okazję do kolejnej publikacji, ukazującej jakie to „porządki” zaprowadzają teraz w Warszawie Kozacy.

W czasie późniejszych dyskusji w parlamencie oskarżono Sebastiano o grę na dwa fronty. Miał nakłaniać władze powstańcze do wstrzymania ofensywy, obiecując załatwienie im niepodległości metodami dyplomatycznymi lub też obiecując pomoc wojskową, na którą muszą trochę poczekać nie eskalując sytuacji. Równocześnie jego posłowie dyskutowali z Carem w sprawie zachowania status quo.
Po informacji o upadku polskiego powstania, w Paryżu doszło do demonstracji i zamieszek. Lud z niższych warstw, który sprzyjał powstańcom i był przekonany, że rząd podejmie działania podobne jak w Belgii, teraz poczuł, że rząd oszukuje i że przestał być zgodny z ideami rewolucji, która go dopiero co utworzyła. La Caricature skomentowała sytuację rysunkiem, podpisanym „Porządek panuje teraz także w Paryżu”.

* Po klęsce Napoleona nastąpił we Francji krótki okres powrotu do monarchii, z rodem Burbonów u władzy. Stopniowe ograniczanie swobód, nasilający się skręt polityki w stronę konserwatywną i próby ograniczenia władzy parlamentu doprowadziły w 1830 roku do Rewolucji Lipcowej na terenie Paryża, w wyniku której zmienił się król, a kraj stał się monarchią konstytucyjną z dość ograniczonymi możliwościami króla. Stąd określenie Monarchia Lipcowa.
#historia #ciekawostki #francja #polska

@historiabt: Pistolet „kacza…

@historiabt: Pistolet „kacza stopa”, idealna broń do walki z kilkoma napastnikami.

Na przełomie XVIII i XIX wieku wymyślono pistolet z kilkoma lufami rozmieszczonymi poziomo, które rozchodzą się na boki. Nazwano go „kacza stopa”, gdyż swoim wyglądem przypomina stopy kaczki. Patrząc na ten typ broni każdy zastanawia się po co komu taka „pukawka”. Pomysłodawcom kaczej stopy zależało na stworzeniu broni umożliwiającej skuteczną obronę w konfrontacji jednej osoby z grupą napastników. Popularność swoją zdobył wśród strażników więziennych, strażników banków oraz kapitanów statków. W razie ataku, jednym strzałem można było powalić kilka osób.
Istnieją rożne modele kaczej stopy. Z reguły broń posiada kaliber 0,45 cala, 4 lufy i w zależności od upodobań zamawiającego ich rozstaw jest bardzo zróżnicowany. Modele różnią się również wyglądem luf od gładkich mosiężnych, po ośmiokątne lub zwężane ku wylotowi.
Strzelanie z tego typu broni musi być naprawdę satysfakcjonujące i przyprawiać o dreszczyk emocji.

#bron #historia #ciekawostki #ciekawostkihistoryczne #gruparatowaniapoziomu