PUBLICZNE EGZEKUCJE W…

PUBLICZNE EGZEKUCJE W RADOMIU. DOKONANE PRZEZ NIEMCÓW NA POLAKACH…

Kradzież broni z radomskiego zakładu była jedną z najważniejszych form działalności Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej w Radomiu. Głównym celem konspiratorów stał się jeden z najlepszych wówczas pistoletów na świecie – legendarny Vis.

We wrześniu 1942 roku miało miejsce starcie niemieckich policjantów z żołnierzami Armii Krajowej na stacji kolejowej w miejscowości Rożki pod Radomiem. Przy polskich żołnierzach znaleziono pistolety Vis, co doprowadziło do dekonspiracji działalności pracowników Fabryki.

12 października 1942 roku, niemieccy okupanci rozpoczęli w Radomiu serię publicznych egzekucji, w trakcie których powieszono 50 osób. Większość ofiar związana była z radomską Fabryką Broni, z której wykradano pistolety Vis, wykorzystywane następnie w działalności konspiracyjnej. Przy stacji kolejowej zbudowano szubienice i powieszono pierwszych 10 skazanych. Ciała straconych wisiały tam przez cały dzień. Każdy przejeżdżający pociąg osobowy zatrzymywał się w tym miejscu na kilkanaście minut, by pasażerowie mogli przyjrzeć się przerażającemu widokowi.

Dzień później druga szubienica stanęła przy tzw. szosie kieleckiej, kolejnego dnia – następna przed jedną z hal Fabryki Broni. 15 października, w czwartek – będącym w Radomiu dniem targowym – egzekucję wykonano przy szosie warszawskiej. Okupantowi zależało na tym, by straceńców zobaczyli także podążający na targowisko mieszkańcy podradomskich wsi.

W sumie stracono 50 osób. Byli to mężczyźni i kobiety w różnym wieku, w większości zaangażowane w działalność konspiracyjną. Ogromne straty poniosły wówczas rodziny m.in. Winczewskich, Kiełbowskich i Graboszów. Reszta z aresztowanych została w przeważającej większości deportowana większości do obozów koncentracyjnych i tam poniosła śmierć.

Po 16 latach od tych tragicznych wydarzeń (19 października 1958 roku) w pobliżu miejsca egzekucji został odsłonięty pomnik upamiętniający pracowników pomordowanych podczas niemieckiej okupacji.

Na zdjęciu:
Egzekucja na stacji kolejowej w Rożkach koło Radomia dokonana przez Niemców 12 października 1942 roku.

#wmrokuhistorii #polska #iiwojnaswiatowa #historia #gruparatowaniapoziomu #niemcy #zbrodnia #smierc #ciekawostkihistoryczne #wojna #ciekawostki

Siemano mireczki i mirabelki…

Siemano mireczki i mirabelki ( ͡° ͜ʖ ͡°) sorencja, że tak długo, ale dzisiaj internet jakiś ziemniaczany i wrzucało mi się to bardzo długo. Łapcie nową Bagietę (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

https://www.wykop.pl/link/4620531

#panbagieta #policja #ciekawostki #pracbaza #ama

Obracanie zmarłych Między…

Obracanie zmarłych

Między czerwcem a końcem września, kiedy na Madagaskarze ustają deszcze, rodziny organizują ceremonie powtórnych pochówków, zwane famadihana. Termin ten oznacza „obracanie zmarłych”, ale nie przypomina smutnego pogrzebu czy szatańskiego „tańca z trupami”. Krewni wydobywają ciało z grobowca, wynoszą je w tanecznym korowodzie na światło dzienne, zmieniają mu całun, a profesjonalny mówca oddaje zmarłemu hołd na tle narodowej flagi. Następnie ciało jest ponownie składane w grobowcu, jeśli pozwalają na to fundusze – w nowym.

Natomiast w tradycyjnej wersji ceremonii zmarłych przenosi się najpierw do tymczasowego schronienia na środku wioski.W towarzystwie muzyków i gości rodzina świętuje całą noc, jedząc mięso zebu i wieprzowinę z ryżem. Powtórny pochówek odbywa się dopiero nazajutrz, a cała famadihana trwa – w zależności od rangi pochowanych i zamożności rodziny – od doby do tygodnia. Bardzo ważna jest duża liczba gości, zaprasza się więc i członków dalekiej rodziny, i turystów. Wszak to dobra okazja do przejęcia darów znoszonych zmarłemu (wielką obrazą byłoby powitać go z pustymi rękami). Korzyści odnoszą jednak nie tylko gospodarze. Poprzez świętowanie ze zmarłymi goście mogą uzyskać ich błogosławieństwo, poprosić o wstawiennictwo i otrzymać fragment całunu, który staje się ochronnym talizmanem.

„Obracanie zmarłych” praktykują od co najmniej trzech wieków ludy Płaskowyżu Centralnego (Merina i Betsileo). Badacze dostrzegają w tych ceremoniach pozostałości wierzeń przejętych od praprzodków, przybyłych na Madagaskar zapewne z Azji Południowo-Wschodniej. Data nie może być przypadkowa – jest wyznaczana przez wróżbitę (mpanandro) i zwykle przypada po 5–8 latach od śmierci. Czasem przodkowie sami w snach przekazują chęć spotkania się z rodziną. To żądanie należy bezwzględnie spełnić, Malgasze wierzą bowiem, że od należytego traktowania zmarłych zależy powodzenie w życiu. Wszelkie nieszczęścia, takie jak kradzież, zdrada, oszustwo, choroba czy bieda składane są na karb tych zaniedbań, czy – w najgorszym przypadku – złamania jednego z narzuconych przez przodków zakazów (fady), np. zjedzenie określonego gatunku mięsa lub owoców, wykonanie określonej czynności w niesprzyjającym dniu tygodnia.

Najgorszym nieszczęściem dla mieszkańców Madagaskaru byłoby pochowanie z dala od rodzinnych grobowców. Nie sposób ich przegapić – murowane, świeżo pomalowane budowle sąsiadują ze skromnymi, krytymi strzechą chatami. Malgasze wierzą w ciągłość życia duszy po śmierci. Przodków otaczają więc opieką na równi z żyjącymi, starają się zapewnić zmarłym wszystko, do czego przywykli. Nie bez przyczyny grobowce zdobią scenki rodzajowe (np. gra w piłkę, jadący rowerzysta, rodząca kobieta), portrety aktorów czy plakaty filmowe.

Zmarli potrzebują rozrywki na równi z żywymi, tak jak dostępu do nowości, a nawet – kto wie? – odrobiny szaleństwa! Duchy zmarłych chyba nigdzie nie są tak bardzo obecne w życiu doczesnym jak na tej wyspie, zwanej przez mieszkańców Tanindrazana (ziemia przodków). Famadihana to jeden z ważniejszych momentów i dla zmarłych, i dla żywych. Najwyższy stopień okazania szacunku przodkom, dowód wiary we wszechobecność życiodajnej energii i konieczności jej ciągłego odnawiania poprzez rytuały. Ceremonia nie jest postrzegana jako sprzeczna z religią chrześcijańską i odbywa się za przyzwoleniem (i kontrolą) władz Demokratycznej Republiki Madagaskaru.

#afryka
#gruparatowaniapoziomu
#ciekawostki
https://www.focus.pl/artykul/obracanie-zmarlych

CZĘŚĆ PIERWSZA: MOSSAD…

CZĘŚĆ PIERWSZA: MOSSAD ATTAC
 
Był piękny majowy poranek… Prosiaczek, Kubuś Puchatek, Tygrysek i Królik siedzieli w domku u Kłapouchego.
– Leje jak skurwysyn – jęknął Królik.
– Ta … Nawet miodka pitnego nie mam się ochoty napić – wysapał Kubuś.
– Jak chcecie to mam wino HERACLES – Classic Płońsk Aperitif – zaproponował Kłapouchy.
– Jak kosztowało więcej jak 3 zł to nie pijemy – odrzekł Prosiaczek.
– Kosztowało 3.40 zł. Chceta ? Jak ni to som se golnę – rzekł rozjuszony Kłapouchy.
– Dobra, dawaj – rzekł Królik leniwie otwierając butelkę.
– Coś się gówno nie chce otworzyć – sapnął.
– Nożem go – zaczął kibicować Prosiaczek.
– Szabli kurwa, szabli ! – Tygrysek poczerwieniał niczym alkoholik na ciężkim głodzie.
– Na ! – wrzasnął Puchatek wykonując cięcie podłużne nożem w kierunku butelki.
– ŁŁŁŁŁAAAAAAA !!! – rozległ się krzyk Królika. Okazało się, że Kubuś w swoim heroicznym ataku na butelkę obciął Królikowi obie dłonie. Butelka z hukiem rozbiła się o ziemię …
– Ja pierdolę… Kurwa, Królik ! Coś ty zrobił ??? – rzekł mocno rozczarowany Tygrysek.
– ŁAAA, ŁAAA ! – darł się Królik.
– Zlizujcie z podłogi – rzucił się na kolana Prosiaczek.
– ŁAAA, ŁAAA ! – darł się coraz ciszej Królik.
– Niech ktoś go zamknie bo mi sąsiedzi będą się burzyć, że strasznie hałasuję – zamruczał Kłapouchy.
– Łaa … aaa …bum – Królik z powodu dużej ilości straconej krwi zemdlał.
– I co teraz łosie ? Mam zapaskudzony cały dywan. Perski ! Tkany pod Wilkowniczkami Górnymi ! Patrzta ! Tu wino, a tu krew. Jak ja to wszystko umyję ??? – jęczał Kłapouchy.
– A co zrobymy z Kłapobrzuchym (hic!) ? Zapytał nieco podchmielony Prosiaczek.
– Wyjebać go za drzwi bo zapaskudzi całe mieszkanie ! Tygrysek nie mógł ścierpieć straconego wina.
– Nie no panowie, biedak się wykrwawia … Niech ktoś zadzwoni po Pana Sowę. On będzie wiedział co zrobić! – Puchatek nie tracił zimnej krwi.
– Halooo ? Pan Sowa ? Mamy problem. Królikowi odpadły dłonie i strasznie krwawi. A teraz nagle zasnął. Niech pan przyjedzie bo zapaskudzi mi całe mieszkanie… Kłapouchy lekko załamany przekonywał właśnie Pana Sowę.
– I co ? – zapytał tygrysek.
– Już leci – odparł Kłapouchy. Po chwili Pan Sowa stał już w drzwiach jego domku.
– Wy debile… – Pan Sowa jak zwykle nie mógł stracić okazji ukazania swojej wyższości intelektualnej.
– Który głąb obciął Królikowi dłonie ???
– Ja nic nie wim ! Nic nie wim i nic nie powim ! – krzyczał podniecony Tygrysek.
– Bo one tak same… To znaczy on stał, otwierał żur i nagle dłonie mu odpadły. Palił niemca Puchatek.
– Taa, jasne. A tym zakrwawionym nożem to się pewnie podpierał ??? Pan Sowa jak to zwykle w takich sytuacjach bywa odkrył w sobie żyłkę detektywa.
– Prosiaczek! Gadaj co tu się stało ! – wrzasnął Pan Sowa do Prosiaczka.
– Nic mu nie mów ! To na pewno agent Mossadu! Zobacz jaki ma nos! To na pewno jakaś żydo-masoneria! Gazem go! – Puchatek słynący ze swoich antysemickich poglądów nagle poczerwieniał.
– Noo więc my… to znaczy strasznie padał deszcz… i Kłapouchy dał nam żur… i Puchatek chciał mu pomóc… i Królikowi odpadły dłonie – wystękał Prosiaczek.
– Obcinając mu dłonie ??? – Pan Sowa nie krył bezsensu tej opowieści.
– Nie wierzę w ani jedno słowo! Według mnie cała ta sprawa wyglądała ta: Królik i Puchatek byli na kacu i potrzebowali klina, a że Puchatek miał tylko miód postanowili się udać na poszukiwanie czegoś mocniejszego. Po drodze spotkali Prosiaczka. Gdy byli u Królika okazało się, że tamten wszystko wypił więc udali się do Tygryska. Tygrysek miał tylko LSD i haszysz ale nic do picia. Więc po zażyciu po jednym kwasiku udali się do Kłapouchego. Kłapouchy miał wino. Gdy więc Królik wziął się do opróżniania butelki, Puchatek podstępnie zadał mu parę ciosów nożem w plecy. Jednakże nie trafił i obciął mu dłonie. Czyż nie było tak ?
– NIE ! – odpowiedzieli chórem wszyscy (oprócz królika).
– Przyszedłeś tu leczyć czy pierdolić głupoty ? Zamknij dzioba bo jak ci przypierdolę to ci pióra dupą wyjdą! – krzyczał Prosiaczek, który właśnie zauważył, że Królik strasznie posiniał.
– No dobra… już go leczę… Ale pamiętajcie… ?The truth is out there?…
– Te! Molder! SIAT-DA-FAK-AP ! – wrzasnął Tygrysek. Po chwili Królik był cały i zdrowy i leżał spokojnie na łóżku.
– Królik jest cały ale bardzo wyczerpany. Musi dużo odpoczywać. A, i przydałaby mu się transfuzja – Pan Sowa zbierał się do wyjścia.
– Fuzja ? My nie jesteśmy pedałami ! – odrzekł stanowczo Tygrysek.
– Transfuzja ! …A zresztą nie ważne. Ja spadam. Na razie debile ! – Pan Sowa zamknął z hukiem za sobą drzwi.
– Ty skurwielu ! – rzucił się na Królika Tygrysek.
– Wylałeś całe jebane wino. Nawet się nie podzieliłeś. Wybryknę ci dupę do mózgu ! – Tygrysek skakał po Króliku.
– Przestań… przestań… A zresztą … Pobrudziłeś mi cały jebany dywan… Te tygrysek, to skakanie jest całkiem fajne – rzekł Kłapouchy przyłączając się do Tygryska. Nagle ziemia zadrżała i do pokoju wkręcił się Gofer robiąc sporą dziurę w podłodze.
– So jeft, kurwa ?
– Nic nie jest. Spierdalaj ! – Puchatek wymierzył mu soczystego kopa prosto w wystającą z ziemi głowę. W między czasie kuracja wstrząsowa Tygryska i Kłapouchego odniosła zamierzony skutek. Królik się obudził…
– Może byście kurwa ze mnie zeszli, co ? – Królik sprawiał wrażenie lekko zdenerwowanego.
– Ops, trzeba wiać… – rzekł Puchatek udając się po cichu w stronę drzwi.
– A, to ty, chodź tu, chodź no tu… – Królik szybko zauważył sprawcę wypadku. Puchatek biegiem rzucił się w stronę drzwi. Niestety Pan Sowa zatrzasnął je tak mocno, że Kubuś nie miał siły ich otworzyć. Odwrócił się na pięcie i krzyknął:
– Tygrysek, Kłapouchy, Prosiaczek ! Trzymać skurwiela ! – cała gromadka rzuciła się na przerażonego Królika. Po chwili Królik siedział związany w kącie.
– Panowie ! Ten złoczyńca musi odpokutować za zniszczenie tak cudownego napoju jakim jest HERACLES Classic Płońsk Aperitif. Mam pewien plan. Tygrysku masz przy sobie kartoniki z LSD ? – rozpoczął dyskusję Puchatek.
– Mam… Jeszcze trzy – odparł Tygrysek.
– Dawaj. Zafundujemy Królikowi darmową przejażdżkę – powiedział z szyderczym uśmiechem Puchatek.
– Pojebało cię ??? Nie dość, że rozjebał wino, to jeszcze mam mu fundować darmowego tripa ??? – Tygrysek nie mógł uwierzyć w słowa Puchatka.
– Nie o to chodzi… Mam pewien plan. Dasz mu wszystkie trzy a Kłapouchy wprowadzi go w złego tripa !
– Hehehe ! Zajebiście… Powiemy mu, że za chwilę jest koniec świata, albo że zaraz będzie w jego domu impreza disco polo albo techno – rzekł zadowolony Tygrysek.
– Hihihi ! Albo że zamiast fiuta ma marchewkę… – zaśmiał się Prosiaczek.
– Też mi dowcip ? I co to da ? – zapytał Kłapouchy.
– Nie kapujesz ? Króliki uwielbiają marchewkę… Po paru godzinach nie wytrzyma i będzie ją chciał zjeść. I albo złamie sobie kręgosłup albo odgryzie sobie fujarę… Hihihi ! – Prosiaczek śmiał się coraz głośniej.
– Hehehe, dobre, ale mam cos lepszejszego – rzekł Kłapouchy.
– Dobra dawać go – rzekł Puchatek i wcisnął przerażonemu królikowi trzy porcje LSD do mordy. Po chwili Królik zaczął niezrozumiale bełkotać co wskazywało na stan przed podróżą.
– Dobra Kłapouchy, możesz zaczynać – rzekł Tygrysek.
– Drogi Króliku… mam złą wiadomość – rzekł Kłapouchy najposępniej jak tylko potrafił.
– Cierpisz na dziwną chorobę… Objawia się ona tym, że odpadają ci wszystkie kończyny…
– Bylyfyzytsyf ??? – wybełkotał zdziwiony Królik.
– Noo… a potem masz wielką ochotę ciągnąć wszystkim druta… hehe – dołożył Puchatek.
– A jedyną kuracją jest nasranie ci na łeb – warknął przez zęby wciąż wściekły Tygrysek.
– Ale najpierw masz wielką ochotę biegać w kółko i wydawać dźwięk ?PI PI PI PI? – zakończył Prosiaczek. Już po chwili ku uciesze wszystkich Królik biegał wokół stołu i darł mordę. Po paru minutach nagle przestał i upadł bezwładnie na ziemię…
– Te Królik, co ci jest ? – zapytał Kłapouchy.
– Moje nogi… Popatrzcie na moje nogi… zgubiłem… odpadły… nie ma… łaaaaa !!!!! – darł się przerażony Królik.
– Noo… poważna sprawa… – zachichotał Prosiaczek.
– Kłapouchy zrób mu zdjęcie ! – krzyknął Puchatek
– A teraz ręce… ratujcie moje ręce… łojezu AAAAA ! – Królik popadał w coraz głębszą paranoję… – tymczasem Kłapouchy pstrykał kolejne zdjęcie.
– Wyślę je do całej jego zasranej rodziny, hehe – cieszył się.
– Zasranej…? TAK ! Niech ktoś mi nasra na głowę… Błagam, osrajcie mnie ! Proszę – Królik był bliski płaczu. Nie dokończył jednak gdyż wielkie gówno wylądowało mu na twarzy… Po chwili drugie… i trzecie… Gdy wszyscy już się wypróżnili Królik zaczął dochodzić powoli do siebie…
– Och… już mi lepiej… popatrzcie nogi mi odrosły…
– Uwaga ! – przerwał mu tygrysek.
– Inwazja żółtych kuleczek ! Chować się !
– Królik wstał, rozejrzał się i z krzykiem wybiegł z domku.
– Nic mu nie będzie ? – zaniepokoił się prosiaczek.
– Nie tam… Jego trip będzie trwał około 48 godzin… Niebezpieczeństwo jest małe bo samochodów u nas nie ma… co najwyżej może spierdolić się z drzewa jak będzie myślał, że umie latać. Albo dostanie od kogoś w mordę… – stwierdził doświadczony Tygrysek.
– No to posprzątajmy tu trochę… – rzekł Kłapouchy. Nagle drzwi się otworzyły i stanął w nich Krzyś. Był ubrany w białą koszulę, na niej miał czarną skórzaną marynarkę i spodnie ?piramidy?. Wszedł do sali podśpiewując: ?Kolorowe sny kiedy ja – dotykam siebie?.
– A ten gej czego tu chciał ? – zapytał Puchatek.
– Czołem załoga ! – wykrzyknął Krzyś.
– Wal się na ryj – zamruczał Tygrysek po czym wszyscy oprócz Krzysia wybuchnęli śmiechem.
– Co się stało z Królikiem ? Spotkałem go po drodze. Biegł jakby go coś goniło i darł się jak opętany – zapytał Krzyś.
– Królik się trochę źle poczuł. Ale za dwa dni mu przejdzie – odparł Kłapouchy.
– A czemu tu tak brudno…? I dlaczego tu tak dziwnie pachnie tym… no… CHEJ ! to przecież jest ALKOHOL ! – krzyknął Krzyś.
– Braaawooo… – jęknął Tygrysek.
– Jak mogliście… Mama mi mówiła, że alkohol zabija… od niego się umiera… nie wolno go pić… zawiodłem się na was… Idę do domu… i powiem mamie ! – rzekł Krzyś i trzasnął drzwiami.
– Idź i ją tu przyprowadź… nasram na jej grób – rzekł na odchodnym Tygrysek.
– Taa. Zarżniemy ją koncertowo… – dorzucił swoje Kłapouchy.
Wiecie co… nie chce mi się tu siedzieć… chodźmy przejść się po lesie… – zaproponował Prosiaczek. I cała czwórka wybiegła na dwór w poszukiwaniu kolejnej przygody…
 
KONIEC CZĘŚCI PIERWSZEJ

#heheszki #pasta #gimbynieznajo #ciekawostki #kubuspuchatek